Pierwszy mój ślub w 2010 roku. 30 stycznia. Wiecie, co to zaczy? Mróz, bardzo duży mróz i śnieg po pachy. Wszystko to, czego nienawidzą moje aparaty i obiektywy. Ale czy mogłem chociaż kwiknąć pod spojrzeniem Eweliny i uśmiechem Pawła?
Mama Leny zadzwoniła do mnie z pytaniem czy byłbym wykonać sesję jej córeczki. Odpowiedziałem, że wcześniej powinniśmy się spotkać, zobaczyć jak dziecko zareaguje na mnie, i w jakich warunkach przyjdzie mi fotografować…
Artysta. Pełną gębą. I do tego z jednego z moich ulubionych nurtów – poetyckiej piosenki aktorskiej (o ile taki twór w ogóle istnieje poza moja semantyką). Jasia się chłonie, a nie słucha. Jasia się nie fotografuje, tylko uwiecznia. Obiecał mi sesję i zamierzam go z tej obietnicy wyspowiadać.
Jestem dumny, że znam osobiście Randy Breckera. Jestem dumny, że moja fotografia zdobi płytę, na której artysta występuje jako solista. Ta płyta to: Randy Brecker/Włodek Pawlik Trio – “Tykocin, jazz suite”. Chciałbym pokazać Wam kilka zdjęć, które zrobiłem w czasie spaceru Randy’ego po Tykocinie.
Ci, którzy mieli okazję fotografować studniówki, wiedzą jaki to niewdzięczny chleb dla fotografa. Młodzież rozbawiona, w ilościach przekraczających wszelkie normy BHP, hałas i najczęściej takie sobie warunki oświetleniowe. No chyba, że trafia się na studniówkę kameralną…
Ewa jest słodka i niewinna. Przynajmniej takie stwarza wrażenie. Gdybym to ja miał decydować o jej karierze, już dawno czarowałaby na wybiegach.
Zdarza się, że my – fotografowie, wykonujemy zdjęcia z sercem ściśniętym współczuciem i wzruszeniem. Jakże często widząc to, co nieuniknione mimowolnie buntujemy się i krzyczymy w duchu: „Nie! To nie jest sprawiedliwe! Tak być nie powinno!”
Narzekają drogowcy. Mniej dzieciaki, które wreszcie mają śnieżne ferie. Co prawda to prawda. Sypnęło w tym roku pięknie.