Cały okres narzeczeństwa Igi i Łukasza to permanentna jazda pociągami do siebie. Tak to jest jak dwoje ludzi pokocha się, a jedno mieszka w Zielonej Górze, a drugie w Białymstoku.
Różne drogi wiodą dwójkę ludzi ku sobie. Czasem plączą się niemiłosiernie, innym razem są proste i gładkie. Ula z Pawłem są już prawie w miejscu spotkania. W piątek uroczyście staną twarzą w twarz, aby powiedzieć “tak”.
Jak mi Kamila z Łukaszem w trakcie spotkania powiedzieli, że grają w kapeli, od razu pomyślałem patrząc na nich, że zapewne reprezentują nurt poezji śpiewanej. O ja naiwny…
Zbliżał się zachód słońca. Skwar niemiłosierny, a komary wielkie jak motyle. Ale pomimo tego – warto było.
Pełen szacunek dla Madzi i Sławka za odwagę i szaloną spontaniczność. Ich pogoda ducha i umiejętność cieszenia się sobą w każdych warunkach zaowocowały trochę nietypową sesją plenerową. Uwielbiam pracować z takimi “energetycznymi wampirami”…
Oj, dała mi żona za zabłocone buty w jakich wróciłem z tego pleneru! Ale co tam – warto było, chociaż od samego początku wszystko szło jak po grudzie. A to o mało pociąg nas nie przejechał, a to ukradli kładkę do wieży widokowej nad Narwią, a to dzikie tłumy na plaży…
Już jutro Emila i Adam będą sobie ślubowali. Zanim to jednak nastąpi obejrzyjcie proszę parę zdjęć z wczoraj. W natłoku spraw przedślubnych udało nam się wyrwać na dwie godzinki, czego efektem są zamieszczone fotografie.
Od dawna nosiłem się z takim pomysłem na albertynkę. Potrzebowałem tylko odpowiedniej pary. Wczoraj szczęście się do mnie uśmiechnęło…