Samochód, którym Ola i Artur jechali do ślubu budził duże zainteresowanie. Nic dziwnego. Rzadko już widuje się taki model w tak perfekcyjnym stanie…
Oj pognało mnie aż pod granicę z Litwą, do Puńska. Kilometrów nakręciłem co niemiara, ale wierzcie mi – warto było. Ślub i wesele Oli i Artura zrobił na mnie wrażenie. A co mnie urzekło? Oni sami i ich rodzice. Czapki z głów panowie!
Ufff… Wreszcie Emilka z Mariuszem doczekali się galerii ze swojego ślubu i wesela.
Z Martą i Sławkiem na plener umówiliśmy się zaraz po ślubie, gdyż Małżonkowie już trzymali w dłoniach bilety na jedną z greckich wysp. Podróż poślubna – szczęściarze. W tej chwili pewnie pewnie sączą jakieś winko na plaży zagryzając owocami…
Przypalając kolejnego papierosa Sławek zastanawiał się, co zrobić z tak mile rozpoczętym wieczorem…
Jola chciała zrobić remont. Długo nie mogła znaleźć solidnego wykonawcy zlecenia. Postanowiła więc, że spróbuje zatrudnić kogoś z ogłoszenia internetowego. “Oby tylko z tego jakaś bieda nie wynikła” – pomyślała zatroskana sącząc kawę z ulubionego kubka. Wiadomo jak to dziś jest z tzw. “fachowcami”…
Tak jak przypuszczałem ślub i wesele Kamili z Łukaszem były niesamowite. Żar z nieba, żar w sercach, emocje sięgające zenitu. Raj dla fotografa.
Ostatnio kilku moich znakomitych kolegów fotografów ślubnych odwiedzało z Młodymi ruiny kościoła w Jałówce. Decydując się na sesję w tym miejscu musiałem postarać się, aby była zupełnie “inna”.
Cały okres narzeczeństwa Igi i Łukasza to permanentna jazda pociągami do siebie. Tak to jest jak dwoje ludzi pokocha się, a jedno mieszka w Zielonej Górze, a drugie w Białymstoku.
Różne drogi wiodą dwójkę ludzi ku sobie. Czasem plączą się niemiłosiernie, innym razem są proste i gładkie. Ula z Pawłem są już prawie w miejscu spotkania. W piątek uroczyście staną twarzą w twarz, aby powiedzieć “tak”.
Jak mi Kamila z Łukaszem w trakcie spotkania powiedzieli, że grają w kapeli, od razu pomyślałem patrząc na nich, że zapewne reprezentują nurt poezji śpiewanej. O ja naiwny…
Zbliżał się zachód słońca. Skwar niemiłosierny, a komary wielkie jak motyle. Ale pomimo tego – warto było.
Pełen szacunek dla Madzi i Sławka za odwagę i szaloną spontaniczność. Ich pogoda ducha i umiejętność cieszenia się sobą w każdych warunkach zaowocowały trochę nietypową sesją plenerową. Uwielbiam pracować z takimi “energetycznymi wampirami”…
Oj, dała mi żona za zabłocone buty w jakich wróciłem z tego pleneru! Ale co tam – warto było, chociaż od samego początku wszystko szło jak po grudzie. A to o mało pociąg nas nie przejechał, a to ukradli kładkę do wieży widokowej nad Narwią, a to dzikie tłumy na plaży…
Już jutro Emila i Adam będą sobie ślubowali. Zanim to jednak nastąpi obejrzyjcie proszę parę zdjęć z wczoraj. W natłoku spraw przedślubnych udało nam się wyrwać na dwie godzinki, czego efektem są zamieszczone fotografie.
Od dawna nosiłem się z takim pomysłem na albertynkę. Potrzebowałem tylko odpowiedniej pary. Wczoraj szczęście się do mnie uśmiechnęło…
Ślub i wesele Wioli i Łukasza odbył się w słoneczną i upalną sobotę 12 czerwca. Choć było naprawdę nieznośnie parno – gościom to zupełnie nie przeszkadzało we wspaniałej zabawie. Zapraszam do obejrzenia galerii i komentowania.
Zastanawialiśmy się z Wiolą i Łukaszem w jakich realiach osadzić ich sesję narzeczeńską? Po burzy pomysłów postanowiliśmy, że wrócimy do czasów dzieciństwa – czasu beztroski, szczęśliwości oraz pierwszych, jakże dziwnych zalotów…
Wczoraj zostałem zaproszony do Lipowego Mostu, aby uwiecznić zmagania pań w coraz bardziej popularnym na Podlasiu sporcie – golfie. Było cudownie: uroda i umiejętności zawodniczek, wspaniała pogoda, i co najważniejsze, perfekcyjna organizacja imprezy złożyła się na udane przedpołudnie na łonie natury.
Zanim Dorota z Marcinem staną przed ołtarzem i wypowiedzą sakrametalne “tak”, postanowiliśmy pobuszować na łonie natury. Miejsce wybraliśmy nieprzypadkowo. Lipowy Most. Zainteresowani już wiedzą w jakich klimatach będziemy się poruszali…
Jako, że po albertynce odzywają się głosy zniecierpliwienia wśród gości weselnych głodnych fotowspomnień z dnia ślubu, postanowiłem ulec presji i poniżej zamieszczam reportaż z uroczystości Anety i Mariusza. Robię to niejako z wyprzedzeniem, gdyż Nowożeńcy w chwili obecnej cieszą się sobą w cieniu piramid w trakcie wspaniałej podróży poślubnej.
Z Anetą i Mariuszem spotkaliśmy się w stajni Skrybicze. Cudowne miejsce. Fantastyczny klimat. Wspaniała właścicielka. No i udało nam się trafić z pogodą.
Gdy kogoś kochasz, jesteś jak stworzyciel świata – na cokolwiek spojrzysz, nabiera to kształtu, wypełnia się barwą, światłem. Powietrze przytula się do ciebie, choćby był mróz, a ty masz w sobie tyle radości, że musisz ją rozdawać wokoło, bo się w tobie nie mieści.
“W życiu każdego człowieka nadchodzi moment, że przechodzi z jednego świata na drugi. I nieważne czy jest to przejście z dzieciństwa w dorosłość, ze stanu wolnego w małżeństwo, czy z życia do śmierci. Zawsze jakiś jeden z naszych światów się kończy, by kolejny mógł się zacząć”. – ~Miss Nobody ©